Dziewczyna, która sprzedawała pierogi

Dziewczyna, która sprzedawała pierogi, miała duże piersi.

Przychodziłem tam jeść ze względu na pierogi,

nie na nie.

 

Były smaczne, tanie, a do tego blisko.

 

Poza tym ona tam nie zawsze była.

Czasem był chłopak.

 

Mówiłem na przykład:

- Dzień dobry, poproszę półtorej porcji ruskich.

A ona pytała:

- Na miejscu?

 

Czasem odpowiadałem:

- Tak, na miejscu.

A innym razem:

- Nie, na wynos.

 

Zawsze miała na nich białą, obcisłą bluzkę.

I dopytywała:

- Dodać cebulkę?

 

Jeśli wcześniej odpowiedziałem: „Tak, na miejscu”, mówiłem:

- Poproszę.

A jeśli: „Nie, na wynos”, wtedy:

- Nie, dziękuję.

 

Bluzka prześwitywała, więc widziałem, kiedy były ubrane w różowy, a kiedy w czerwony stanik.

 

Nie fantazjowałem, że – na przykład – biorę ją tam, na zapleczu, ale cieszyłem się, że tam są.

I ona, i one.

 

[Kraków, kwiecień 2016]