Kompulsje (1 i 2)

(1)

Kiedyś sprawdzałem temperaturę na termometrze. Wisiał za oknem w pokoju z balkonem, więc, żeby do niego podejść, musiałem wstać od biurka, odsunąć krzesło, odwrócić się, otworzyć drzwi i przejść po przekątnej całe mieszkanie, a potem jeszcze odsłonić – najpierw firankę, a potem żaluzje (czasem też, chociaż rzadko, zasłonę; sporadycznie).

O, siedem stopni.

Na przykład.

Albo innym razem: dziesięć.

Też dobrze. Wracałem, ale zanim usiadłem z powrotem, zapominałem. Zawsze.

Ile było?

Więc znowu. Jak miałem lepszy dzień, to dopiero po piętnastu minutach.

O, czternaście.

Czternaście?

Ale to chyba dlatego, że w słońcu.

Znów wracałem, do tej mojej niby-pracy, i znowu zapominałem.

Wychodziłem na zewnątrz zwykle dopiero wieczorem.

 

(2)

Dziś sprawdzam pocztę. A nuż, kurwa, a nuż. Jeszcze bym coś przegapił. Są: mejl dotyczący osuszania ścian (w formie zapytania: czy bym nie chciał), informacja, że „formułą sukcesu jest znaleźć”, powtarzalna „wiadomość od człowieka z Niemiec” oraz, na dobranoc, zadane z ironicznym pazurem pytanie (automat do wysyłania spamu ma poczucie humoru?): „Nadal nie milionerem?”.

A tak, nadal.

Chuju.

 [grudzień 2015]

*****